piątek, 28 września 2012

zawieszam

 Nie szkoda mi odchodzić od tego bloga, bo jak widać okazał się wielka klapą. Nie mówię że moje opowiadania były jakieś wspaniale, lecz rozdziały na tym blogu wyjątkowo mi się nie podobały. Przez te wszystkie blogi miałam mniej czasu na naukę co równało się z złymi ocenami. Na szczęście się opamiętałam i postanowiłam dokończyć <tego bloga> ale tylko dlatego że mam już napisany epilog. Nie wiem czy nie wrócę kiedyś do pisania, ale wątpię. Aha i oczywiście nie opuszczam Riddle, te trzy blogi z MedicatusHope i Girl będę prowadzić dalej, no chyba że dziewczyny mnie z Riddle wywalą :(. W każdym bądź razie ciesze się że się opamiętałam, a tak właściwie to po części wina mojej wychowawczyni która kazała nam "przygotować" nasze plany na przyszłość, czyli na jakie studia chcielibyśmy pójść. Tak, studia, nie pytała sie czy wybieramy technikum, liceum czy zawodówkę, tylko studia. No i oczywiście ja liczę na to że się na jakies studia dostanę. A najbardziej to chciałabym (w chwili obecnej) iść na prawo. Tak, tak... tez siebie w tym nie widzę. Nie wiem po co to piszę, ale stwierdziłam że jesli to jest pożegnanie na zawsze to mogę was trochę przynudzać. Tutaj macie jeszcze linki do tych trzech blogów z Riddle:
<klik>
<klik2>
<klik3>
a tutaj jeszcze macie moje gg: 37256947
oraz twittera : @NisiaEwa

poniedziałek, 17 września 2012

2.Miarka się przebrała a pisasek się rozsypał.


Budzik zadzwonił dokładnie o 6:30 nie ominęło się oczywiście od drzemki, która działałaby pewnie do czasu aż nie wyłączyłabym budzika i stwierdziła że dzisiaj nie pójdę do szkoły. Tak, zdarzało mi się to bardzo często. Już nawet nie ukrywam tego przed rodzicami. Mama mi nic nie zrobi, bo co ona może? Wydrze się? Da jakąś karę? Nawet jeśli to jaką? Telefonu ode mnie nie wyciągnie, a jeśli mi zabroni wychodzić z domu to i tak wyjdę. Mam ją gdzieś...Tata jest zapracowany, i za bardzo się mną nie interesuje, co jest wielkim plusem. Nie rozumiem jak niektórzy narzekają że rodzice mają ich w dupie i że poświęcają się tylko pracy. Mi to za bardzo nie przeszkadza. Może jak miałam 10 lat to chciałam żeby pojechali gdzieś ze mną w weekend, albo po prostu normalnie porozmawiali. Ale teraz? Kto by jeździł z rodzicami? Nawet jakby zaproponowali jakąś wycieczkę to bym się nie zgodziła! Jednym słowem rodzice są mi potrzebni tylko po to żebym miała za co żyć. Nie żebym wyszła na jakąś pustą dziewczynę której zależy tylko na pieniądzach! Wcale tak nie jest! Tylko wszyscy mówią tyle o tej miłości rodzicielskiej, jakby to była jakieś bardzo potrzebne? Po prostu życie nauczyło mnie tego iż jeśli czegoś nie ma, to po co tego na siłę szukać? Rodziców to mam już dość i jak tylko będę pełnoletnia to wyprowadzę się od nich raz na zawsze! Nawet nie wiem czy zauważą czyjś brak? Mam dość jak niby przemęczeni wracają z pracy... czego oni niby oczekują? Litości? I żeby załagodzić zmęczenie siadają razem na tarasie pijąc piwo, dwa, trzy... A potem widzę ich pijane twarze, albo słyszę głośne rozmowy. A jeszcze nikt nie wie jacy oni naprawdę są... Zawsze udają przed kimś wzorowych rodziców, których ja tak naprawdę nigdy nie miałam . No ale powracając do tego nieszczęsnego budzika... po czterech pięciominutowych drzemkach, chcąc włączyć jeszcze piątą, coś opętało mojego iPhona który nie reagował ani na naciśnięcie "DRZEMKA" ani na "OK" którym można było wyłączyć budzik. Dopiero po paru minutach urządzenie sie w cudowny sposób naprawiło, a ja przez dość długi sygnał budzika który szumiał jeszcze w mojej głowie i tak bym nie usnęła. Ale na wagary i tak postanowiłam pójść. Wysłałam tylko sms'a do Joego i Alice że dzisiaj mamy "wolne" czego Alice oczywiście nie popiera, ale i tak nie pójdzie do szkoły. Tylko jak się domyślam na jakąś imprezę. A Joe to tak naprawdę nie musi robić wagarów, bo on już do szkoły nie chodzi. Niektórzy myślą że nie może być fajnej imprezy w ciągu dnia, tylko w nocy. Ja tego nie popieram, może w jakiś małych miasteczkach tak, ale w LA na pewno NIE! Tu roi się od takich klubów gdzie i w dzień i w nocy można się dobrze bawić.
 Wzięłam do ręki ubrania i weszłam do wcześniej wymienionego pomieszczenia. Ubrałam na siebie czarny stanik, szorty z motywem amerykańskiej flagi i białą prześwitującą koszulę. włosy postanowiłam spiąć w wysokiego niestarannego koka. Oczy podkreśliłam czarą kredka i pogrubiłam rzęsy tuszem. Do brązowej torebki włożyłam iPhona, portfel i gumę do żucia. Na koniec założyłam jeszcze lity z ćwiekami. i wyszłam z domu który oczywiście miałam zamknąć, ale zapomniałam że siedzą w nim dwie pokraki, o których istnieniu przypomniał mi jeden z nich wychodząc w tym samym czasie co ja. Uśmiechnął się do mnie lekko, czego ja nie chciałam odwzajemnić, lecz z niewyjaśnionych powodów uśmiech sam pojawił się na mojej twarzy. Chłopak lekko się zdziwił moim zachowaniem, ale widać było że ten mój malutki gest bardzo go ucieszył. Może byłam dla nich zbyt wredna? No bo przecież to tez ludzie, a to ze sa sławni to tylko przez ich wielkie szczęście lub nieszczęście. A tam teraz nie będę się zastanawiać nad takimi pierdołami. Będę miała ich jeszcze dosyć.. Bo moja mama kazała, tak kazała, nie zapytała się czy mam ochotę i czy nie mam czegoś w planach tylko kazała mi jutro pokazać trochę LA gwiazdeczką. Popatrzyłam na zegarek i było już 40 po 7! Muszę się pośpieszyć bo za pięc minut mam autobus! Joe i Alice pewnie już czekają na przystanku. Ale biegła to ja nie będę! Na pewno nie w tych butach. Na przystanek nie mam znowu tak daleko.

-Ja pierdole! -krzyknął Joe zabierając mi całą kołdrę, dopiero po chwili zorientowałam sie co się dzieję, powolnym krokiem zwlekłam się z łożka podchodząc pod mój ciągle dzwoniący telefon, który w tej chwili był dla mojej głowy jak młot pneumatyczny dla kamienia. Nie patrząc kto dzwoni nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Kierowałam się w stronę łóżka kiedy telefon zaczął znowu dzwonić. "Mama" przeczytałam na wyświetlaczu, nie chciałam słuchać kazań i narażać mojej skacowanej głowy na jeszcze większe cierpienia więc oczywiście odrzuciłam połączenie i wyciszyłam telefon. Tym razem bez żadnych "niespodzianek" doszłam do łóżka na które dosłownie padłam, co się okazało niezbyt dobrym pomysłem, gdyż przyrżnęłam o szafkę nocną co spowodowało podwójne, ba potrójne nasilenie bólu głowy. Po chwili zaczął dzwonić telefon Joego, jak się okazało dzwoniła moja mama. Joe podobnie jak ja odrzucał połączenia, aż w końcu wyciągnął baterię, pfff... mógł go wyciszyć, albo wyłączyć, no cóż, każdy ma swoje sposoby. Ehhh… nie wiem co się ze mną dzieje, ale może to wina mojego kaca, ale postanowiłam odebrać telefon, który oczywiście cały czas dzwonił.
-Co? –powiedziałam do telefonu
-Demi! Gdzie ty do cholery jesteś?! Masz natychmiast przyjść do domu! I to nie są żarty ale jak nie wrócisz za piętnaście minut to możesz się już więcej w domu nie pojawiać. Tylko ciekawe jak się utrzymasz, bo zanim znajdziesz prace to trochę czasu minie. –powiedziała rozłączając się.
-Pff… piętnaście minut… tsa… jasne, może jeszcze frytki do tego?
-No czego ty chcesz! –krzyknęłam odbierając  już drugi raz telefon, jak się domyślacie dzwoniła moja mama.
-Chciałam ci przypomniec że masz dzisiaj pokazać chłopakom miasto i pamiętaj piętnaście minut. Rozumiem że specjalnie ci się nie śpieszy i że nie będziesz na czas, ale radziłabym ci zrobić wyjątek i ruszyć ten twój rozpieszczony tyłek, bo przez ciebie twój ojciec stracił umowę i jest to w połowie twoja wina, bo przez twoje humorki musiał opuszczac spotkania! A uwierz że tak złego nastroju to on nigdy nie miał! –krzyknęła do telefonu i rozłączyła się. No nie tylko ojciec ma dzisiaj zły humor. I nie chodzi tu o mnie tylko o matkę! No to zaczyna się piekło. Tym razem przeholowałam, miarka się przebrała a pisaek się rozsypał. Będą kłopoty. A przeciez Joe mi cały czas powtarzał że mogę rządzić rozdziałami, że mi gówno zrobią. Właściwie to teraz nie jest powiedziane co mi zrobią, ale czuję okropnie, mimo iż mam ich głęboko w du*ie to zdaję sobie z tego sprawę że nie powinnam ich tak traktować, i mimo iż ich zainteresowanie mną jest bliskie liczbie zero to przynajmniej w małym stopniu się o mnie martwili. No ale cóż nie będę się tak strasznie nimi przejmować. W końcu muszę dojechac w piętnaście minut do domu. A nawet nie wiem do jakiego hotelu Joe mnie przyprowadził, no własnie musze jeszcze zapłacić za hotel, wygramolic Joe’go z łóżka i znaleźć pokój Alice. Dlaczego to wszystko teraz spadło na mnie? Przeciez ja dałam tylko pomysł wagarów, mogliśmy iśc na lody, albo do parku jak normalni nastolatkowie ale musieliśmy oczywiście przekroczyć tą cienka granicę. Ale oczywiście baty ja będę zbierać. 

oj, ja nie wiem co sobie myślałam 
zaczynajac tego bloga, 
mój pomysł był bardzo wybrakowany, 
a talent... eh... jak zawsze :( 
no ale się nie poddaję i może kiedyś 
będę pisała bardzo dobrze? 
hahahaha, no w to mi ciężko uwierzyć,
lecz cuda się zdążają tak jak w <the undefeated>
ej, ja wiem że zachowanie tej Demi jest zupełnie inne niż tej demi z prologu 
i pierwszego rozdziału, 
ale pomyślałam sobie że mam już dośc tej całej słodkości, 
miłości, szczęścia i tej grzeczności, 
wiem że Demi wyszła tu bardziej na rozpieszczoną niż na tą "zagubioną"
wiecie, chciałam opisać ten bunt, no bo to jest przeciez broń na brak miłości 
której Demi brakuje, no ale wyszło jak wyszło. 
I jak zawsze (wiem że to pisze pod każdym rozdziałem,
ale macie za dobre serduszka i wy mi tego nie piszecie w komentarzach) 
więc żeby nie bylo że jest super rozdział piszę następujące zdanie:
nie jestem zadowolona z tego rozdziału! nie podoba mi się bardziej niż ten pierwszy 
a myślałam że gorzej byc nie może. 
mam nadzieję że napisze trzeci rozdział uśmiechnę się do monitora 
i pomyślę Ewa, to jest świetne, publikujesz! 
no ale w to szczerze wątpię, tak nie publikuję tych rozdziałów od razu jak napiszę 
bo czasami myślę ze naiszę coś lepszego ale mi to ne wychodzi :( 
łoooo.... ale się rozpisałam , no to was zanudziłam...
nie żdziwię się jesli ktoś usnął czytając to. c

sobota, 1 września 2012

1.Just another day in the world we live.

-Niall, czy  ty mnie w ogóle słuchasz?
-Nie, przepraszam, zamyśliłem się. -powiedział, odwracając się w moją stronę,
-Dalej o niej myślisz, prawda? -zapytałem jak jakiś idiota, przecież to jest jasne że o niej myśli! -Ona Cię zostawiła, nie zasługuje nawet na to żeby zapamiętać jej imię, a ty myślisz o niej całe 24 godziny! -krzyknąłem ostatnie dwa słowa, a ludzie siedzący obok nas w samolocie dziwnie się na nas popatrzyli, uśmiechnąłem się lekko i powróciłem do rozmowy z Horanem.
-Ale ja ją kocham. -powiedział cicho, a w jego oczach natychmiast pojawiły się łzy,  nie chciał aby się wydostały, ale i tak parę kropel pojawiło się na jego policzku. Był tak zdołowany że nawet nie miał ochoty ich zetrzeć, bo wiedział że już dawno zobaczyłem że płacze, więc po co ma to ukrywać?
-Nie będziesz w takim stanie przez resztę swojego nędznego życia! Lecimy do Los Angeles na całe dwa miesiące! -pewnie zastanawiacie się dlaczego nie zapłacimy za jakiś wypasiony hotel, skoro mamy na tyle pieniędzy? Sam się teraz nad tym zastanawiam. Ale jako mały chłopiec zawsze marzyłem o tym żeby pojechać kiedyś do LA, kiedy stałem się sławny nawet nie pomyślałem o tym że mógłbym tam polecieć. A kiedy dowiedziałem się o tym programie to od razu się zgłosiłem. I potem razem z chłopakami stwierdziliśmy że Niall'owi przyda się coś takiego. Bo może akurat łatwiej zapomni?
-Zayn, ja nie potrafię. -powiedział i teraz rozryczał się jak małe dziecko. Nie wiem co mam robić! Najchętniej to bym go przytulił, ale czuję że moje poczucie własnej wartości by na tym bardzo ucierpiało. I myślę że Niall tez nie byłby zadowolony. Może teraz by mu to pomogło, ale jakby mu już przeszło to by się na to wspomnienie nie uśmiechał, no wiecie aż tak blisko to my nie jesteśmy, i nie mamy zamiaru!

***
[Demi]
 Siedzę na kanapie z Alice i z Joe i czekamy na dwie "gwiazdeczki" a tak właściwie to ja i Alice. Nawet nie wiem czy Joe o tym wie. Nie to żebym ja mu nie mówiła! Wręcz przeciwnie informowałam go o tym parę razy, ale on ma w dupie to co mówię. Niestety ostatnio to mnie chyba przestał "zauważać". Ale on zawsze taki był. Albo ja przesadzam, przecież nie musi poświęcać mi uwagi przez całe 24 godziny! Albo jak to mówią niektóre "lalunie" cale 25 h na dobę i nawet dłużej. Ale to wszystko moja wina! Za dużo mówię o sobie i teraz się dziwię że mnie nie słucha! Ale nie mogę być znowu taka zła, strasznie go kocham i wiem że on tez mnie kocha, zawsze to powtarza jak gdzieś wychodzimy. Tak, zaprasza mnie do drogich restauracji, bo chce zrobić na mnie wielkie wrażenie. No i wtedy powtarza cały czas że mnie kocha i że mnie nie opuści i takie tam różnie duperele po których się aż niedobrze robi. Tylko przeważnie to ja muszę płacić te rachunki. Nie żebym się wywyższała ale on jest dużo biedniejszy ode mnie. A tak właściwie to ja jestem "za"bogata. Znaczy moi rodzice, no przecież mój tata jest rozchwytywanym przez wszystkich prezenterem telewizyjnym. No ale do czego zmierzam? Alice twierdzi że Joe mnie wykorzystuje, i że jest ze mną tylko dla pieniędzy i dla szpanu! Tak tez to jest najczęstszym powodem naszych kłótni. A najgorsza to była wtedy jak chciała mi wmówić że słyszała jak Joe z kimś rozmawiał przez telefon i mówił o mnie jak o naiwnej "Dupie" i że łykam wszystko co on powie! Żeby przyjaciółka takie rzeczy mówiła to to jest szok! I od tej chwili nasza przyjaźń stoi pod znakiem zapytania. Oczywiście że się spotykamy, ale przeważnie siedzimy w ciszy i tak mijają nasze "pogawędki ;p". To może ja już przejdę do chwili obecnej gdzie jak już wspomniałam czekamy na dwie "gwiazdeczki" które będą musiały znosić moją wrednotę i złośliwość przez całe dwa miesiące! (Muhaha)

***
[Zayn]
-Proszę zapiąć pasy i przygotować się do lądowania. -rozniósł się po całym samolocie przesłodzony głos stewardessy, po którym nastąpiło jakże wkurzające pikanie, które będzie pikać przez całe pięć minut. Grzecznie zapiąłem pasy i cierpliwie czekam aż wylądujemy. 
 Staliśmy naprzeciwko wielkiego napisu WELCOME TO LOS ANGELES i czekaliśmy aż na taśmie z bagażami pojawia się nasze walizki. 
-Ciekawe czy nas znajdą. -powiedziałem tak z głupia. To jasne że nas znajdą, przecież mamy zgłosić się do jakiegoś "punktu pomocy turystów" czy jakoś tak to było. No ale musiałem coś powiedzieć, i zacząć jakąś rozmowę, bo przeraża mnie ta cisza panująca pomiędzy mną a tym dawnym największym gadułą. 

***
[Demi]
-Wróciliśmy! -usłyszałam krzyk mojej mamy która właśnie przywiozła tych całych niby gwiazdorów. -Jesteśmy!-usłyszałam ponownie jej krzyk, żadne z naszej trójki nie ruszyło się z kanapy, ani nawet nie przejęło się chociaż troszkę tą sprawą. Joe obrysowywał palcem swój nowy a zarazem drugi tatuaż, a tak dokładniej to napis THE WORLD BELONGS TO ME za który niedawno mu zapłaciłam, był wtedy taki szczęśliwy. Zawsze chciał mieś tatuaż,tylko taki zrobiony w profesjonalnym studio,(a nie na jakiejś imprezie gdzie naćpany koleś który nie ma o tym pojęcia robi ci tatuaż), a ja mu w tym lekko pomogłam.  -Demetrio! Masz tutaj natychmiast przyjść! -tym razem moja mama była naprawdę zdenerwowana  i na dodatek wykrzyczała moje pełne imię (co oznacza że jest naprawdę wkurzona) chcąc czy nie chcąc leniwie wstałam z kanapy sprawiając że Joe który leżał na moim ramieniu natychmiast przewrócił się na kanapę. 
-Co ty do cholery robisz?! -krzyknął, a ja ignorując go skierowałam się w stronę coraz to głośniejszego głosu mojej mamy, 
-Ona tylko wstała Jonas! -usłyszałam jeszcze Alice która miała się przecież nie wtrącać do naszego związku! No cóż muszę z nią znowu pogadać na ten temat.
-A to jest moja córka Demi. -powiedziała moja mama pokazując na mnie ręką, Wymusiłam uśmiech i... no dobra nie wymuszałam żadnego uśmiechu, postanowiłam się "grzecznie" przedstawić i wrócić do poprzedniego zajęcia. 
-Tak, dokładnie jestem Demi, miło mi was... a z resztą nieważnie. -powiedziałam i już miałam odchodzić, ale widząc zabójcze spojrzenie mojej mamy podałam im rękę na co odpowiedzieli lekkim uśmiechem i sami też się przedstawili a właściwie to ten czarny przedstawił i siebie i tego drugiego. Tylko nie pamiętam jak mają na  imię bo mam to... gdzieś. 

***
[Zayn]
-A to jest moja córka Demi. -powiedziała pani Lovato,a ja automatycznie przeniosłem wzrok na dziewczynę. Uwagę przykuły dwa srebrne kolczyki w nosie którym się baczne przyglądałem dopóki dziewczyna się nie odezwała.
-Tak, dokładnie jestem Demi, miło mi was... a z resztą nieważne. -powiedziała z przymusu i podała nam rękę, uśmiechnąłem się do niej lekko i widząc sam też jej się przedstawiłem, tylko trochę grzeczniej niż ona .
-Ja jestem Zayn Malik... a to jest Niall Horan. -dodałem po chwili widząc że Niall nie ma zamiaru się odzywać. Dziewczyna od razu się ulotniła, i można było po chwili usłyszeć krzyki dobiegające z jakiegoś pomieszczenia na pierwszym piętrze. Pani Lovato pokazała nam ręką że mamy wchodzić w głąb domu.
-Zaprowadzę was do waszych pokoi. Możecie je sobie wybrać. Tylko jeden z was będzie miał pokój razem z łazienką, drugi niestety będzie musiał korzystać z tej głównej łazienki, ale to bardzo blisko nie powinno wam przeszkadzać. -przyznam że nie spodziewałem się że trafimy do aż tak bogatej rodziny. Od razu widać że rodzice tej całej Demi są dobrze ustawieni. W garażu, (dość dużym garażu) zauważyłem trzy samochody nie wiem dokładnie jakie ale wiem że z lotniska jechaliśmy bmw x6, widziałem jeszcze czarne volvo s60 i jakieś porsche ale nie wiem dokładnie jakie.Mają duży dom z tarasem, i piękny widok na miasto, co jest spowodowane tym że mieszkają na małej górce, swoją drogą w bogatej dzielnicy, wszędzie duże domy, garaże w których na pewno tak jak u państwa Lovato jest więcej niż jeden samochód. To wszystko powinno mnie nie dziwić, ale nawet jak w Londynie wychodzę z domu to zawsze patrzę z podziwem na te wszystkie wypasione domy. Chyba nigdy nie uwierzę że stałem się sławny.

***
[Demi]
 Weszłam do pokoju, a tam oczywiście grobowa cisza, i może to i dobrze. Oczywiście i Alice i Joe są na siebie obrażeni. Spojrzałam na Alice która tylko popatrzyła na mnie z politowaniem, i już miałam coś powiedzieć ale uprzedził mnie Joe. 
-Co to ma do cholery znaczyć żeby twoja pseudo przyjaciółeczka wpieprzała się w nasz związek! -krzyknął Joe wstając z kanapy i szybkim krokiem podchodząc do mnie.
-Dlaczego pseudo? -zapytałam zaskoczona tym stwierdzeniem mojego chłopaka. 
-Myślisz że przyjaźniłaby się z tobą gdyby nie twoja kasa?! Że niby dlaczego się tak na mnie uwzięła i próbuje nas rozdzielić?! Co?! Bo się boi że przejrzysz na oczy! -krzyczał, a ja nie wierzyłam temu co mówi, byłam strasznie zła, na nią i na niego też.
-Ale Joe, ona ma już się nami nie interesować, uwierz już tak nie będzie. -powiedziałam patrząc w te jego ciemno czekoladowe oczy. 
-Słyszałaś! Masz się stąd wynosić! -krzyknął, a Evans popatrzyła się na mnie szukając ratunku, niestety go nie uzyskała, wstała i ze łzami w oczach wybiegła z pomieszczenia
-Nie do końca o to mi chodziło.. -powiedziałam pół szeptem wiedząc że to może rozzłościć Joego, po prostu szkoda mi Alice, i wiem że teraz nasza przyjaźń balansuje na cienkiej linii.
-Ale mi kurwa o to chodziło! -krzyknął i pchnął mnie na ścianę, a ja zupełnie się tego nie spodziewając upadłam na ziemię. Dlaczego ja teka jestem? Dlaczego zmuszam go żeby się tak zachowywał? Przecież go kocham, a nawet nie potrafię zatrzymać niektórych słów dla siebie, i mówię je tylko po to żeby on si denerwował. Muszę się zmienić, dla niego. -Przecież wiesz że cię kocham. -powiedział już spokojnie podając mi dłoń żebym wstała. -Muszę iść kochanie, jutro rano zabieram cię na przejażdżkę po LA. -szepnął mi na ucho, a ja się tylko uśmiechnęłam wyobrażając sobie te wszystkie atrakcje począwszy od parku rozrywki a kończąc na kinie. Pewnie mu głupio że nie stać go na coś takiego tylko ja muszę płacić za swojego chłopaka.
***
 -Co za dzień, Mam nadzieję że więcej takich nie będzie. -powiedziałam sama do siebie szukając mojej mp4   z której za chwilę wydobyły się pierwsze nuty piosenki położyłam się na łóżku zamknęłam  oczy, i analizowałam dokładnie wszystkie słowa piosenki jednego z moich ulubionych zespołów. Może akurat znajdę jakąś podpowiedź w tekście? 

I'm just a step away/Jestem o krok  
I'm just a breath away/Jestem o tchnienie od
Losin' my faith today/Stracenia dziś mojej wiary 

I am just a man/Jestem tylko człowiekiem 
Not superhuman/Nie jakimś nadczłowiekiem 

It's just another war/To tylko kolejna wojna
...
Falling from my faith today/Jeden upadek mojej wiary dziś 
Just a step from the edge/Krok dzieli mnie od krawędzi 
Just another day in the world we live/Po prostu kolejny dzień w którym żyjemy

I need a hero to save me now/Potrzebuję bohatera aby mnie teraz ocalił 
I need a hero /Potrzebuję bohatera 
I need a hero to save my life/Potrzebuję bohatera aby ocalił moje życie 
A hero'll save me/Bohater ocali mnie 


 _______________________
Musiałam już dodać, tak szczerze 
to mi się ten rozdział nie podoba. 
Ale mi się nigdy nie podobają moje rozdziały. 
Postanowiłam że w prawie każdym rozdziale będzie 
kawałek jakiejś piosenki i tytuł rozdziału to albo 
tytuł piosenki albo jakiś wers z tej piosenki :) 
No ale to są plany na teraz, zobaczymy co jeszcze 
wykombinuję.  :* 






Pokochali

Poczytali